Jak wiadomo, wszystko jest względne. Definicja zależy wyłącznie od układu odniesienia.
Gorzej, kiedy układ odniesienia robi się względny, a zaraz potem bezwzględny. I znika.
Tak właśnie sie czuję, nieodniesiona. Nie wiem, czy stoję, czy płynę, a może względnie trochę mnie nie ma. Szukam nieinercji, szukam małego palca, za który mogę się zaczepić i cichutko orbitować.
Ciao, Belmondo.
Z.
Dlaczego robienie głupot jest takie przyjemne?
Z.
Cała reszta się tylko wydaje.
Z
Najpierw
Ro-no koe nami-o utte
harawata-ga kooru
yo-ya namida
Skrzyp wioseł smaga fale
mrozi do szpiku kości
ta noc i łzy
(Basho)
A potem
Ono irete
ka-ni odoroku-ya
fuyu kodachi
Wbiłem siekierę
zdziwiłem się, że pachną
zimowe drzewa
(Buson)
Zuzka
Chowam nos w poduszce. Poduszka jest czerwona i mieszka ze mną trzeci rok. Chowam w nią nos, zamykam oczy i zgarniam włosy do tyłu, obiema dłońmi. Broda opada w miękkość, policzki przyciskają sie do rzęs. Raz jeszcze się nie udało.
Chowam twarz w dłoniach. Palce mam długie, niezbyt szczupłe, trochę szkoda. Gdybym miała szczupłe palce i wąskie dłonie, wszystko wyglądałoby bardziej dramatycznie. Wciskam małe palce w kąciki oczu. Znów nic.
Chowam głowę w przedramionach. Czoło opiera się o nadgarstki, czuję jak przemieszczają się kości. Włosy ześlizgują mi się na skronie. Nie umiem się schować.
Nie wiem, gdzie śpisz, ale na pewno już śpisz. Czasem drgają ci rzęsy. Przez sen odgarniasz kosmyk włosów z czoła i nieruchomiejesz. Mam nadzieję, że zdrętwieje ci ręka.
Z.